
"Real Santa Claus"
Usiadłam na dywanie obok kominka i założyłam ręce na klatce piersiowej.
-A właśnie, że istnieje!- wykrzyknęłam już zdenerwowana zachowaniem moich sióstr.
-Przestań głupieć. Dobrze wiesz, że Święty Mikołaj to tylko bajeczka- zachichotała Emily. Nie chciałam słuchać ich głupich opowieści na temat Mikołaja, który jak dobrze wiemy istnieje. Ma długą białą brodę, jest gruby, zawsze się uśmiecha, nosi czerwony strój z czapką oraz czarnymi butami i rozdaje wszystkim na świecie prezenty!
-Nienawidzę was- bąknęłam akurat gdy mama weszła do pokoju.
-A co to ma znaczyć? Tak się do sióstr odzywać?- zapytała mama. Jej uśmiech nigdy nie znikał z twarzy, działo się tak tylko gdy była bardzo zdenerwowana, a to rzadko się zdarzało.
-Dziewczyny mówią, że Mikołaj nie istnieje!- powiedziałam oburzona.
-Och... Słonko. Dobrze wiesz, że istnieje i nic tego nie zmieni. No bo w przeciwnym wypadku, kto zostawia mnóstwo prezentów po choinką gdy wszyscy śpimy? I kto zjada mleko i ciastka, które zostawiasz?- uśmiechnęła się siadając koło mnie.
-To akurat może być tata. Raz wieczorem podszedł i je zeżarł- zaśmiałam się.
-No, ale prezentów nie zostawia tata!
-Ta... Tylko Wróżka Zębuszka- zakpiła jedna z sióstr. Miałam ochotę ją walnąć, ale wiem, że Mikołaj tego nie lubi, a ja nie chcę trafić na listę niegrzecznych.
-Skoro nie wierzycie w Mikołaja... To ja zrobię mu zdjęcie gdy będzie podkładał prezenty pod choinkę!- powiedziałam dumnie.
-To świetny pomysł- potwierdziła mama, a dziewczyny zrobiły zdziwione miny. Pewnie będzie im głupio kiedy pokażę zdjęcia Mikołaja. I mocno go przytulę za wszystkie prezenty, które od niego dostałam! Ale się ucieszy! A może ja zrobię mu jakiś prezent..?
Mama poszła do kuchni dalej przygotowywać potrawy wigilijne, a ja pobiegłam do mojego pokoju. Przeszukałam wszystkie szuflady i szafki w poszukiwaniu prezentu dla Mikołaja. Jednak na próżno. Nie wiedziałam co mam mu dać. Nie wiedziałam co lubi...
-Już wiem!- wykrzyknęłam radośnie. -Dam mu mojego białego misia!- dodałam równie wesoło. Białego misia dostałam na walentynki od mojego byłego chłopaka. On trzyma czerwone serduszko z napisem "I love you", a ja kocham Mikołaja za wszystko co dla mnie zrobił!
-To będzie idealny prezent!- zachichotałam wyciągając misia z szafy. Mocno go przytuliłam, a potem zawiązałam mu na szyi czerwoną wstążkę. Wyglądał ślicznie. I tak ma być. Uśmiechnęłam się szeroko do niego i położyłam go na łóżku, gdzie dawniej zajmował stałe miejsce.
Pobiegłam do kuchni, gdzie mama przygotowywała potrawy. Podeszłam do niej nucąc "Dzisiaj w Betlejem". Mama zaczęła nucić razem ze mną, a potem zaczęłyśmy się śmiać. Uwielbiamy Święta Bożego Narodzenia. Nic nie może nam ich popsuć.
-No i jak? Będziesz czekać całą noc na Mikołaja?- spytała mama.
-Jasne! Jestem pewna, że ucieszy się z mojej obecności- wyszczerzyłam się w szczerym uśmiechu.
-A dziewczyny będę ci zazdrościć
-No tak. Każdy by zazdrościł. Zobaczę Mikołaja na żywo! Nie takiego jak w centrach handlowych... Takiego prawdziwego!- cieszyłam się. Moją radość przyćmił odgłos zbliżających się kroków.
-Nie bądź taka pewna- powiedziała Nicki, która właśnie weszła do kuchni. Pokazała mi swoje białe zęby w diabolicznym, pełnym zła uśmiechu.
-Ale ja zrobię zdjęcia! I wam... I wam udowodnię! Prawda mamo?
-Oczywiście, że tak słońce.
-Widzisz?- nie dawałam za wygraną.
-Widzę... Jak twoja głupota uwalnia się w masowej ilości- zakpiła dziewczyna. Nie odzywając się powędrowałam do salonu. Bezsilnie opadłam na kanapę i zamknęłam oczy.
-No i jak? Będziesz czekać całą noc na Mikołaja?- spytała mama.
-Jasne! Jestem pewna, że ucieszy się z mojej obecności- wyszczerzyłam się w szczerym uśmiechu.
-A dziewczyny będę ci zazdrościć
-No tak. Każdy by zazdrościł. Zobaczę Mikołaja na żywo! Nie takiego jak w centrach handlowych... Takiego prawdziwego!- cieszyłam się. Moją radość przyćmił odgłos zbliżających się kroków.
-Nie bądź taka pewna- powiedziała Nicki, która właśnie weszła do kuchni. Pokazała mi swoje białe zęby w diabolicznym, pełnym zła uśmiechu.
-Ale ja zrobię zdjęcia! I wam... I wam udowodnię! Prawda mamo?
-Oczywiście, że tak słońce.
-Widzisz?- nie dawałam za wygraną.
-Widzę... Jak twoja głupota uwalnia się w masowej ilości- zakpiła dziewczyna. Nie odzywając się powędrowałam do salonu. Bezsilnie opadłam na kanapę i zamknęłam oczy.
***
-Słonko wstawaj! Jest już pierwsza gwiazdka, siadamy do wigilii- oznajmił tata.
-Już? Okay, wstaję- powiedziałam. Podeszłam do stołu i zajęłam miejsce. Wszyscy zaczęliśmy zajadać się świątecznymi potrawami. Było ich równo dwanaście. Wszystkie były smakowite! Potem śpiewaliśmy kolędy i robiliśmy inne różne rzeczy. Nadeszła noc... Wszyscy już kładli się spać. Moja starsza siostra Emily wychodziła z łazienki. Chyba zauważyła mnie. Siedziałam na kanapie i pisałam SMS'a. Podeszła do mnie cicho.
-Co ty robisz?- spytała gdy była niedaleko mnie. Tak się przestraszyłam, że aż podskoczyłam, a telefon wypadł mi z ręki i powędrował na drugi koniec kanapy.
-Przestraszyłaś mnie... Czekam na Mikołaja- odpowiedziałam jeszcze nieco przestraszona.
-Słuchaj... Masz 16 lat. Myślę, że to najwyższy czas zrozumieć, że on nie istnieje- oświadczyła Emily. Popatrzyłam na nią, a ona uśmiechnęła się do mnie lekko. -Życzę powodzenia- dodała tylko i poszła do swojego pokoju.
Spojrzałam na zegarek. Było już późno. Nie tak strasznie późno, ale jednak... Dochodziła północ. Ziewnęłam przeciągle. Położyłam się na kanapie i przykryłam kocem. Sięgnęłam po kakao stojące na ławie, przed naszą miękką, białą sofą. Napiłam się ciepłej cieczy z kubka.
-Co ty robisz?- spytała gdy była niedaleko mnie. Tak się przestraszyłam, że aż podskoczyłam, a telefon wypadł mi z ręki i powędrował na drugi koniec kanapy.
-Przestraszyłaś mnie... Czekam na Mikołaja- odpowiedziałam jeszcze nieco przestraszona.
-Słuchaj... Masz 16 lat. Myślę, że to najwyższy czas zrozumieć, że on nie istnieje- oświadczyła Emily. Popatrzyłam na nią, a ona uśmiechnęła się do mnie lekko. -Życzę powodzenia- dodała tylko i poszła do swojego pokoju.
Spojrzałam na zegarek. Było już późno. Nie tak strasznie późno, ale jednak... Dochodziła północ. Ziewnęłam przeciągle. Położyłam się na kanapie i przykryłam kocem. Sięgnęłam po kakao stojące na ławie, przed naszą miękką, białą sofą. Napiłam się ciepłej cieczy z kubka.
***
Wyjrzałam zza kanapy. Po salonie roznosiły się dziwne szmery i niepokojące odgłosy kroków. Serce waliło mi jak młotem.
-"To na pewno włamywacze."- pomyślałam. Starałam się być niewidoczna. Siedziałam za kanapą. Ten przestępca nie może mnie zauważyć... Inaczej pewnie coś mi zrobi. Ku mojemu zdziwieniu zza ściany oddzielającej salon z korytarzem nie wyszedł żaden ogromny mężczyzna z wielkimi muskułami, cały pokryty tatuażami, a zwykły chłopak, w wełnianej, szarej czapce na głowie, beżowej koszulce i z czarnym workiem zarzuconym na ramie. Ostrożnie się wychyliłam żeby móc lepiej przyjrzeć się nieproszonemu gościowi.
Chłopak chyba mnie zauważył, bo jego wzrok spoczął właśnie na kanapie, za którą siedziałam.
-Halo..?- odezwał się prawie, że szeptem. Gdy zastała go cisza podszedł ostrożnie do choinki. Postawił czarny worek na ziemi.
-"Chce nam ukraść choinkę? A po gówno mu ona?"- zdziwiłam się w myślach. Jednak chłopak nie zaczął nic pakować, tylko wyciągnął z materiałowego worka kilka paczek, a potem kilka następnych. Nie mogłam w to uwierzyć.
-To jest... Świety Mikołaj!?- szepnęłam niedostatecznie cicho i chłopak mnie usłyszał.
-Ktoś tu jest?- zapytał szeptem, a następnie zaczął obchodzić cały pokój szukając źródła delikatnego, dziewczęcego głosu. W końcu mnie zauważył. W ostatniej chwili, z ostatnią nadzieją schowałam się myśląc, że może uzna to za zwidy, ale tak się nie stało.
-Wyjdź- zażądał.
-Nie-e- zawaliłam wszystko mówiąc to na głos.
-Teraz już wiem, że tam jesteś- zachichotał. Uznałam, że chłopak nie ma zamiaru mi nic zrobić, skoro wkładał pod naszą choinkę mnóstwo dużych paczek. Ostrożnie wyszłam z mojej kryjówki, a moje oczy przyozdobił blask zapalonych lampek choinkowych.
-Jak masz na imię?- zapytał brunet o pięknych, niebieskich oczach.
-Jestem Emma. A ty... Jesteś Świętym Mikołajem?- zapytałam niepewnie. Jego szafirowe tęczówki radośnie rozbłysnęły, a jego twarz przyozdobił szczery uśmiech.
-Można tak powiedzieć- zaśmiał się. -Jestem synem tego... Legendarnego Mikołaja- dodał.
-Ow... To dlatego wkładałeś prezenty pod choinkę?- zapragnęłam się upewnić.
-Tak. Uczę się- zaśmiał się chłopak.
-A... Jak masz na imię?
-Ogh, zapomniałem o tym. Jestem Louis- powiedział radośnie. Uśmiechnęłam się do chłopaka, a on natychmiast to odwzajemnił. Spojrzał na worek z zawartością leżący na podłodze.
-Proszę- powiedział wyciągając z niego jakiś pakunek. Wręczył go mi. Mój uśmiech poszerzył się, a w oczach zabłysły iskierki. Powoli odpakowałam podarunek. W środku znajdowała się kula śnieżna. W jej wnętrzu mieściłam się ja, siedząca na śniegu, trzymająca różę.
-Skąd ty to..?- zdziwiłam się.
-To nie istotne- zaśmiałam się chłopak. -No cóż... Muszę już iść. Mam jeszcze trochę prezentów do rozdania- spojrzał na swój czarny worek. Uśmiechnęłam się nieśmiało. Louis popatrzał na mnie ostatni raz, a ja zatopiłam wzrok w jego szafirowych tęczówkach. Pocałował mnie i zniknął... Tak po prostu. Rozmył się. Skierowałam wzrok na choinkę, a zaraz potem na kominek, z którego sypała się sadza. Podeszłam do niego i zajrzałam do środka. Był tam Lou, próbował wejść.
-Chyba wygodniej będzie drzwiami- zaśmiałam się.
-Racja- uznał.
-Och! Poczekaj, mogę zrobić ci zdjęcie..? Moje siostry nie wierzą, że istniejesz... Chciałabym im udowodnić. Po to tu siedziałam- powiedziałam wgapiając się w podłogę.
-Wiesz... Myślę, że lepiej będzie jeśli zachowasz to w swoim sercu- położył rękę na moim ramieniu i mocno mnie do siebie przytulił. -To będzie taka twoja mała tajemnica- dodał, a ja mocno przycisnęłam się do torsu chłopaka. Potem wyszedł... Położyłam się na kanapie. Zasnęłam z nadzieją, że za rok też go spotkam... I znów będę mogła spojrzeć w jego cudowne oczy.
~~Wesołych świąt i miło spędzonego czasu z rodziną życzy Angel! :D
-Skąd ty to..?- zdziwiłam się.
-To nie istotne- zaśmiałam się chłopak. -No cóż... Muszę już iść. Mam jeszcze trochę prezentów do rozdania- spojrzał na swój czarny worek. Uśmiechnęłam się nieśmiało. Louis popatrzał na mnie ostatni raz, a ja zatopiłam wzrok w jego szafirowych tęczówkach. Pocałował mnie i zniknął... Tak po prostu. Rozmył się. Skierowałam wzrok na choinkę, a zaraz potem na kominek, z którego sypała się sadza. Podeszłam do niego i zajrzałam do środka. Był tam Lou, próbował wejść.
-Chyba wygodniej będzie drzwiami- zaśmiałam się.
-Racja- uznał.
-Och! Poczekaj, mogę zrobić ci zdjęcie..? Moje siostry nie wierzą, że istniejesz... Chciałabym im udowodnić. Po to tu siedziałam- powiedziałam wgapiając się w podłogę.
-Wiesz... Myślę, że lepiej będzie jeśli zachowasz to w swoim sercu- położył rękę na moim ramieniu i mocno mnie do siebie przytulił. -To będzie taka twoja mała tajemnica- dodał, a ja mocno przycisnęłam się do torsu chłopaka. Potem wyszedł... Położyłam się na kanapie. Zasnęłam z nadzieją, że za rok też go spotkam... I znów będę mogła spojrzeć w jego cudowne oczy.
~~Wesołych świąt i miło spędzonego czasu z rodziną życzy Angel! :D
